Charakterystyczny dom z wystającym balkonem na rozstaju kamiennych uliczek w Gjirokastrze, Albania

Albania wchodzi do gry

W ciągu ostatniej dekady Albania z kraju, gdzieś na obrzeżach zainteresowania świata, stała się jednym z bestsellerów biur podróży. Co oznacza taka popularność, wiadomo. Gdy zestawi się rosnący wykładniczo popyt turystyczny z dystansem ekonomicznym, który albańska gospodarka wciąż ma do nadgonienia, robi się niebezpiecznie. Dlatego to, co najlepsze w Albanii, kryje się poza wybrzeżem: osmańskie miasteczka, pozornie nieatrakcyjna Tirana i piękny interior czekają na odkrycie.

Albania – boom turystyczny i jego konsekwencje

Nadmorski mariaż współczesnej, nieskrępowanej niczym wolności architektonicznej z komunistycznym spadkiem się nie udał. Bałagan estetyczny potęgują połacie ziemi niczyjej z niby-parkingami, wertepami i walającymi się śmieciami. Kiedyś pewnie nadejdzie czas na łapanie równowagi i ogarnięcie przestrzeni wspólnej. Na razie jednak na Riwierze Albańskiej łapie się pieniądze.

Są zapewne ukryte perełki — ja ich na swojej drodze nie spotkałam. Spektakularnie położony Ksamil, nazywany Karaibami Adriatyku, też musi jeszcze poczekać: aż opadnie kurz inwestycyjnej gorączki i krajobraz przestanie być tylko tłem dla szybkiej monetyzacji.

Albania – to, co najlepsze, kryje się w głębi kraju

Droga wiodąca przez góry, Albania

Dla mnie to, co w Albanii najciekawsze, czeka w środku kraju: góry, jedyna w swoim rodzaju stolica – Tirana i osmański Berat z Gjirokastrą. Oba miasteczka przetrwały historyczną zawieruchę powstań, wojen i dekad komunizmu w nadzwyczajnym stanie. Warto spędzić w nich dzień, czy dwa. Większość odwiedzających wpada tu na parę godzin, ale aby choć trochę poczuć nastrój tych miejsc, warto zostać na noc. W starych osmańskich domach powstały piękne, klimatyczne pensjonaty, jakich ze świecą szukać nad morzem. Jest jeszcze Jezioro Szkoderskie na północy, choć przyznam, że część położona w Czarnogórze bardziej do mnie przemawia.

Berat – Albania w wersji osmańskiej

Berat jest jedną z najstarszych miejscowości w Albanii, zasiedloną już w IV wieku p.n.e. Jednak dzisiejszy charakter miasto zawdzięcza wielowiekowemu okupantowi – Turkom.

Imperium Osmańskie przejęło Berat w 1450 r. i pozostawiło w spadku to, co zachwyca do dziś – charakterystyczne białe domy z dużymi oknami, czy wręcz ścianą z okien na reprezentacyjnej części elewacji. Z tego też powodu Berat jest nazywany „miastem tysiąca okien”.

Widok na kamienne domy, Berat, Albania
Zachodni Berat
Most łączący dwie dzielnice Beratu rozdzielone rzeką Osum, Albania
Most na rzece Osum
Berat Albania
Wschodni Berat

Mangalem i Gorica – dwie twarze starego Beratu

Domy rozłożyły się na wzgórzach po dwóch stronach rzeki Osum, płynącej przez łańcuch górski Tomor. Wschodnia część Beratu, zwana Mangalem z ruinami twierdzy na szczycie (dzielnica Kalaja), jest większa i bardziej skupia uwagę przyjeżdżających.

Położona na zachodnim brzegu Gorrica jest wprawdzie skromniejsza, ale mi wydała się bardziej autentyczna. Tak, czy siak przy tych rozmiarach miasta, nie ma co się rozwodzić, którą część odwiedzić. Warto tylko pamiętać, że są dwie – połączone mostem z XVIII wieku.

W spadku po Turkach Berat odziedziczył nie tylko te niezwykłe domy, ale i meczety porozrzucane po starym mieście. Wśród najstarszych, które przetrwały jest Meczet Królewski z XV w. i Ołowiany z XVI w., oba w dzielnicy Mangalem.

Kalaja – twierdza, cerkwie i panorama Beratu

Na szczycie wzgórza rozłożyła się trzecia dzielnica Beratu – Kalaja. Otoczona wysokim murem obronnym z 24 wieżami jest zaskakująco rozległa. To prawdziwe serce Beratu i teren dawnego zamku-twierdzy. Zachowały się tu zarówno XVI-wieczne cerkwie, jak i ruiny meczetów. 

Z murów roztacza się panorama na stary i nowy Berat oraz rzekę Osum. Widok jest prawie niezepsuty przez współczesność.

 

Widok na Berat i zakole rzeki Osum z wzgórza zamkowego, Berat, Albania
Berat z lotu ptaka

Berat od kuchni – domowy obiad zamiast restauracji

W Beracie nie brakuje miejsc, gdzie można dobrze zjeść. Zresztą, muszę przyznać, że kuchnia albańska była dla mnie prawdziwym odkryciem całego wyjazdu. Zarówno jakość, jak i różnorodność serwowanych w całej Albanii dań, mocno przekroczyła nasze oczekiwania. Jednak w Beracie zdecydowaliśmy się przyjąć nietypowe zaproszenie… na obiad domowy. Na klimatycznym patio wewnątrz jednego z białych domów, albańska rodzina prowadziła coś w rodzaju niekoncesjonowanej restauracji, gotując dla gości w oparciu o przepisy swoich babć i ciotek. Wszystko, co wybraliśmy, było równie proste, co wyborne.

Gjirokastra – miasto srebrnych dachów

Urokliwe uliczki z charakterystycznymi domami w Gjirokastrze, Albania

Było miasto „1000 okien”, to teraz czas na miasto „srebrnych dachów”. Wiadomo, nawet dobry produkt trzeba atrakcyjnie opakować. Podobnie, jak w przypadku Beratu, głównym wyróżnikiem Gjirokastry jest znakomicie zachowana architektura osmańska: kamienne domy z drewnianymi okiennicami na oryginalnie zachowanym planie urbanistycznym.

Osmańska architektura i kamienne domy

Znakiem rozpoznawczym Gjirokastry są kamienne dachy zrobione z łupków, które w odpowiednim świetle mają dawać ów srebrny połysk. Przyznam, że ja widziałam tylko odcienie szarości. Miasto rozciąga się na trzech wzgórzach wokół doliny Drino. Piękna okolica i relatywnie mało postkomunistycznej rozwałki dodatkowo podnoszą walory estetyczne Gjirokastry.

Twierdza nad miastem i ślady zimnej wojny

Nad starym miastem góruje twierdza, a przy okazji największy zamek w Albanii, otoczona murami obronnymi i resztkami wież. Obecnie część pomieszczeń zajmuje Muzeum Wojska. Na terenie twierdzy znajduje się też Wieża Zegarowa,  grobowiec bektaszytów oraz namacalny dowód odwagi reżimu Envera Hodży – wrak amerykańskiego samolotu zestrzelonego w latach 50-tych. Jednym słowem: czym chata bogata. Tym niemniej, miejsce ma swój klimat, a widoki na dachy Gjirokastry i dolinę nie rozczarują.

Stare Miasto i najbardziej reprezentacyjne wille

Stare miasto, które rozpościera się u stóp twierdzy, ma klasyczną, zwartą zabudowę ciągnącą się jak po grzbiecie gąsienicy, raz w górę, raz w dół. Latem temperatury dochodzą tu do 40 stopni, więc nawet nieduży spacer skutkuje sporym pragnieniem. Przy głównych uliczkach kwitną usługi – sklepiki, kramy z pamiątkami, restauracje. Mimo to, jest spokojnie i nieśpiesznie.

Najbardziej okazałe domy, takie jak Skenduli, czy Zekate, bardziej przypominają wielkie rodzinne twierdze. I w rzeczy samej miały być nie tylko emanacją zamożności właścicieli, ale i bezpiecznym schronieniem na wypadek zagrożenia. Dziś są udostępniane zwiedzającym.

Poza głównym traktem, ale przylegając bezpośrednio do starówki od zachodniej strony, rozciąga się willowa część miasta. Miło to zajrzeć. Zielono, spokojnie.  Stare, zabytkowe domy mieszają się z nowymi, ale w harmonijny sposób. Ktoś coś naprawia, ktoś się krząta w ogrodzie, sąsiadki rozmawiają na ulicy.

Tirana - po co tu przyjeżdżać?

Tirana oparła się turystycznym tłumom z prostego powodu – niewiele tu atrakcji w tradycyjnym rozumieniu. Dziedzictwo historyczne albańskiej stolicy jest nader skromne. Współczesna, czy raczej komunistyczna architektura nie zachwyca, a są już wszystkie uciążliwości dużego miasta: zgiełk, samochody, spaliny.

Tirana – codzienność zamiast atrakcji

Jednak jak dla mnie, Tirana to obowiązkowy punkt podróży po Albanii. Stolica jest miejscem zaskakująco egzotycznym i na wskroś autentycznym. Trochę tu z Neapolu: śródmiejskie ulice z suszącym się praniem wśród splątanych kabli jako żywo przypominają uliczną scenerię południa Włoch. Meczety i zabytkowy XVIII-wieczny most Garbarzy nie dają zapomnieć o wpływach tureckich, a kościoły i cerkwie – że wiara pozostała kwestią zróżnicowaną, zwłaszcza teraz, gdy przeżywa wyraźny renesans po dekadach przymusowej laicyzacji społeczeństwa.

Tirana - dziedzictwo komunizmu

W Tiranie nie brakuje reliktów komunistycznej gigantomanii – nieprzyjaznych dla pieszego arterii, takich jak bulwar Męczenników Narodu, czy monumentalnych placów. Centralnym miejscem miasta jest plac Skanderberga ze złotym pomnikiem Envera Hodży, legendarnego komunistycznego przywódcy, który przez 40 lat niepodzielnie rządził Albanią.

Wśród osobliwości stolicy nie można przeoczyć wyjątkowego przedstawiciela modernizmu: absurdalnej szklanej piramidy z lat 80-tych. Piramida w Tiranie

Budowa piramidy miała pochłonąć kilkaset milionów dolarów, a dziś stała się swoistym podsumowaniem dokonań albańskiego dyktatora.

Enver Hodża na każdym kroku

Pamięć o Enverze Hodży jest z resztą żywa na każdym kroku, nie tylko w ramach historycznego dziedzictwa miasta. Jego wizerunek zdobi niezliczone turystyczne artefakty na lokalnych straganach: kubki, popielniczki, T-shirty, otwieracze do piwa.

Równie popularny jest chyba tylko Józef Stalin na kramach w rodzinnym Gori w Gruzji albo … Vlad Tepes, czyli krwawy książę Siedmiogrodu i pierwowzór literacki Draculi.

Tirana na talerzu – bazary, restauracje i codzienność

Z kolei barwne bazary, na których sprzedaje się świeże warzywa, owoce i sery, przypominają, że nadal jesteśmy na Bałkanach. W restauracjach zje się naprawdę dobrze (znakomite owoce morza!), różnorodnie i za nieduże pieniądze.

Mało jest tu natomiast miejsc hipsterskich, czy tzw. modnych, w których złota bałkańska młodzież spędza długie godziny przy kawie, piwie, czy czymś mocniejszym. Takich, że nie wiesz, czy jesteś w Sarajewie, Belgradzie, czy Londynie, bo wszystkie te lokale są w ten sam sposób unikalne.

Nie ma też sztandarowych przyczółków globalnej gastronomii: McDonald’sa, Starbucksa, a pierwszy Burger King otworzył się dopiero w 2019 r. Nie widać za bardzo też tych wszystkich odzieżowych sieciówek. Tirana żyje jeszcze po swojemu.

FAQ – praktycznie o podróży do Albanii

Dla kogo Albania w tej wersji będzie dobrym kierunkiem?

Albania spodoba się tym, którzy w podróży szukają autentyczności, codzienności i kontrastów. To dobry kierunek dla osób ciekawych świata, gotowych na drobne niedogodności w zamian za intensywne doświadczenia. Jeśli oczekujesz porządku, przewidywalności i perfekcyjnie zagospodarowanej przestrzeni — lepiej wybrać kierunki bardziej „dojrzałe” turystycznie.

Czy w Albanii jest drogo?

Nie. Albania pozostaje krajem relatywnie tanim, zwłaszcza poza wybrzeżem i kurortami. Noclegi, jedzenie i transport lokalny są wyraźnie tańsze niż w większości krajów Europy Południowej. Szczególnie dobrze wypada gastronomia — jakość dań często przewyższa ceny, które się za nie płaci.

Jak jeździ się po drogach w Albanii?

Zmiennie. Główne trasy między większymi miastami są w coraz lepszym stanie, natomiast drogi lokalne potrafią zaskoczyć — jakością nawierzchni, oznakowaniem lub nagłymi zmianami warunków. Jazda wymaga cierpliwości i uważności, ale w zamian oferuje piękne widoki i dostęp do miejsc, do których masowa turystyka jeszcze nie dotarła.

About the author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *