Dzikie Wybrzeże RPA ciągnie się setkami kilometrów nad Oceanem Indyjskim i jest dzikie nawet jak na standardy afrykańskie. To dawne tereny jednego z najbiedniejszych bantustanów, Transkei, zamieszkiwane tradycyjnie przez członków plemienia Xhosa. Po upadku apartheidu region powrócił do RPA w 1994 r. Jednak dla lokalnej ludności niewiele się tu zmieniło na lepsze przez ostatnich 30 lat. Jedyne, czego trudny los nie poskąpił tutejszym mieszkańcom to spektakularna natura, która jest na wyciągnięcie ręki. I niesamowite wybrzeże. Nawet nie dzikie, a dziewicze.
Dzikie Wybrzeże RPA – gdzie leży i skąd ta nazwa?
Dzikie Wybrzeże rozciąga się na odcinku blisko 300 kilometrów między Key Mouth na południu a Port Edward na południowym-wschodzie RPA. Co ciekawe, nazwa nie pochodzi od widowiskowych plenerów, a od nieokiełznanych – na tym odcinku – wód Oceanu Indyjskiego. Tutejsze fale cieszą się ponurą sławą, podobnie jak zwodnicze prądy morskie.
Przekleństwo żeglarzy i katastrofy morskie u wybrzeży RPA
Wzburzone morze wokół Dzikiego Wybrzeża pochowało już niejeden statek wraz z załogą. Jedną z najbardziej elektryzujących historii było zatonięcie w 1909 r. płynącego z Australii SS Waratah. Statek po dziś dzień nie został odnaleziony. To była ogromna, luksusowa jednostka, chociaż w trakcie feralnego rejsu podróżowało nim tylko 200 pasażerów. Historia jak z Titanica tyle, że dramat rozegrał się na południowej półkuli.
Fale monstrum i wraki statków
Wytłumaczeniem katastrofy SS Waratah i wielu innych tragedii na wodach Dzikiego Wybrzeża mogą być tzw. fale fenomenalne. O falach fenomenalnych mówi się, gdy ich rozmiar drastycznie przekracza typową wielkość fal przy danych warunkach pogodowych. Czyli bardziej obrazowo: fala-monstrum z niczego.
W lokalnych nazwach geograficznych też można się doszukać związków z tragediami na morzu. Miasto Port St. Johns nawiązuje do portugalskiego statku São João, który zatonął tu w XVI w., a zatoka Coffee Bay upamiętnia stracony ładunek kawy w tej okolicy.
Linia brzegowa Dzikiego Wybrzeża RPA – klify, rzeki i puste plaże
Linia brzegowa wije się nieregularnym zygzakiem. Łączy postrzępione klify, skaliste przylądki z bezludnymi zatokami piaszczystych plaż. Krajobraz dopełniają wielkie rzeki, które przecinając linię wybrzeża, kończą swój bieg w oceanie.
Rzeki nie zachęcają do kąpieli. Niosą za sobą ciężkie, mętne, żółtawe wody. Nie wiadomo, co tam mieszka. A dla przykładu w rzece Umzimvubu, która uchodzi do morza w mieście Port St. Johns, przychodzą na świat młode żarłaczy tępogłowych. To jeden z najbardziej niebezpiecznych rekinów dla człowieka. Żyje blisko ludzi i często przebywa przy plażach, w ujściach rzek i lagunach.
Barwny interior – wzgórza, chaty i życie ludu Xhosa
Za wybrzeżem rozciągają się trawiaste, pagórkowate tereny. Są zaskakująco gęsto znaczone charakterystycznymi okrągłymi chatami tutejszych mieszkańców – członków plemienia Xhosa.
Domy wyglądają jak wielkie ule. Owalna podstawa zwieńczona jest stożkowym dachem ze słomy. Niegdyś budowano je w całości z trawy, dzisiaj z trwalszego budulca – gliny. „Ule” często malowane są na pastelowe kolory, które pstrzą łagodne wzgórza. Najbardziej popularne są fasady seledynowe.
Bezdroża i nadmorska dżungla Dzikiego Wybrzeża RPA
Bardzo skromna sieć dróg w regionie sprawia, że do wielu miejsc oddalonych od siebie parę kilometrów w linii prostej trzeba jechać wielokrotnie dłużej. Większość dróg to trasy szutrowe, często wymagające przepraw, na których samochód z napędem 4×4 okazuje się niezbędny.
Nie ma drogi, która łączy nadmorskie miejscowości. Trasę 300 kilometrów Dzikiego Wybrzeża można przejść, ale nie pokonać samochodem. Ta ograniczona infrastruktura stoi na straży dziewiczego magnetyzmu przyrody, ale też nie ułatwia rozwoju gospodarczego.
Wilgotny klimat i tropikalna roślinność
Wilgotny klimat zwrotnikowy sprawia, że Dzikie Wybrzeże przypomina tropikalny ogród botaniczny, zwłaszcza w pasie wybrzeża.
Nadmorskie wzgórza dosłownie uginają się od plątaniny drzew, pnączy, lian, zarośli, gdzieniegdzie poprzetykanych kwitnącym krzewami. Wygląda to pięknie, jednak przedzierać się przez to nie chciałabym nawet z maczetą. Część z tych gatunków to rośliny endemiczne, ale jest też wielu starych znajomych z domowych parapetów: fikusy, draceny, monstery, bluszcze tylko, że tutaj dorastają do rozmiarów XXL.
Prądy morskie i rekiny – czy Dzikie Wybrzeże RPA jest bezpieczne
Rekiny u wybrzeży Południowej Afryki – realne zagrożenie czy mit
Zagrożeniem, chociaż bez porównania rzadszym, są ataki rekinów. W morzu nie montuje się specjalnych siatek „antyrekinich”, jak na strzeżonych plażach np. w Durbanie. Miejscowi, jeżeli wchodzą do wody, to trzymają się naprawdę blisko brzegu.
Jednak jak dla mnie tutejsze plenery, niczym z filmu przyrodniczego na National Geographic, są wystarczającym powodem, żeby nie chcieć zbyt wiele. Nie muszę tu pływać.
Smutne oblicze Dzikiego Wybrzeża
Prowincja, w której leży Dzikie Wybrzeże nadal pozostaje jedną z najbiedniejszych w kraju. Jak mawiał najbardziej znany obywatel RPA, pochodzący właśnie stąd, członek plemienia Xhosa.
Nelson Mandela: Gdy bieda wciąż trwa, nie ma prawdziwej wolności.
Od wielu lat politycy obiecują nową przyszłość dla regionu i zakrojone za szeroką skalę inwestycje po to, aby stworzyć tak tu potrzebne miejsca pracy. Rozwój jest niezbędny, żeby mieszkańcy mogli parafrazując słowa Mandeli, cieszyć się pełnią wolności w tym niezwykłym zakątku świata. Trzeba mieć tylko nadzieję, że zmiany da się pogodzić z troskę o niezwykłą przyrodę Dzikiego Wybrzeża. A z tym to już może być różnie.
Dzikie wybrzeż RPA - bezpieczeństwo
Tematem, który zawsze pojawia się w kontekście podróży do RPA jest bezpieczeństwo. Problem przestępczości dotyka przede wszystkim dużych miast: Durbanu, Kapsztadu, czy cieszącego się szczególnie złą sławą Johannesburga.
Południowa Afryka, kraj, który mógłby być rajem, boryka się z wewnętrznymi problemami od dekad. Na prowincji jest lepiej, ale nadal trzeba zachować dobrze pojętą czujność. Jednak bez względu na miejsce, koniec dnia powinien być końcem aktywności. Po zmroku co do zasady się nie chodzi, ani nawet nie jeździ samochodem. Autostop jest zdecydowanie złym pomysłem, podobnie jak noszenie drogiej biżuterii, czy zegarka.
W krainie życzliwych ludzi
Warto jednak pamiętać, że w absolutnie przeważającej większości przypadków spotka się miłych i serdecznych ludzi (naprawdę serdecznych), a podróż będzie czasem na kolekcjonowanie przede wszystkim pięknych chwil. Taki też będzie najczęściej subiektywny odbiór Dzikiego Wybrzeża i jego mieszkańców.
Jednak nawet mieszkańcy Południowej Afryki nie są wolni od uprzedzeń, czy stereotypów na temat własnego kraju. Znajomy, mieszkający w Pretorii od 30 lat na wieść, że jedziemy najpierw w Góry Smocze, a potem na Dzikie Wybrzeże, powiedział: A dajcie spokój, nikt normalny tam nie jeździ. Znajdziecie tam tylko problemy i węże.
Nie mógł się bardziej mylić, jednak pokora jest wskazana.
FAQ - Praktyczne informacje o Dzikim Wybrzeżu
Gdzie najlepiej nocować na Dzikim Wybrzeżu RPA?
Dla nas bazą wypadową do zwiedzania regionu było miasteczko Port St. Johns, strategicznie położone mniej więcej w środku Dzikiego Wybrzeża. To jedno z nielicznych miejsc w tej części kraju oferujących sensowne zaplecze noclegowe (pensjonaty, hostele, a także wille do wynajęcia) oraz logistyczne. Są tu lokalne bary nastawione głównie na backpackerów, duży supermarket i targ. Sama miejscowość nie jest szczególnie porywająca, ale nie ona gra tu pierwsze skrzypce — prawdziwym bohaterem jest otaczająca ją dzika przyroda.
Co robić w Port St. Johns i okolicy?
Najbardziej naturalnym sposobem poznawania okolicy są piesze wędrówki wzdłuż linii brzegowej, która wije się od wzgórza do zatoki i od zatoki do kolejnego wzgórza — to krajobrazowy rytm całego Dzikiego Wybrzeża. Tuż przy miasteczku znajduje się niewielki, ale niezwykle malowniczy Silaka Wildlife Reserve. Przez wiecznie zielony las poprowadzono tu szlaki piesze – m.in. do zatoczki Second Beach. Część ścieżek może być jednak okresowo nieprzechodnia.
Możliwe jest również plażowanie i kąpiele morskie, jednak należy zwracać uwagę na ostrzeżenia — szczególnie te dotyczące rekinów i silnych prądów. Przepiękna plaża w Coffee Bay uchodzi za jedną z relatywnie bezpieczniejszych w regionie.
Jak zwiedzać Dzikie Wybrzeże?
Najlepiej… bez sztywnej agendy, ale nie bez samochodu — najlepiej z napędem na cztery koła. Szutrowe drogi prowadzą między wioskami ludu Xhosa, rzekami i oceanem, oferując bezpośredni kontakt z dziką naturą i lokalnym życiem.
Alternatywą jest Wild Coast Hike — wymagający, ale niezwykle satysfakcjonujący pieszy trekking prowadzący m.in. z Port St. Johns do Coffee Bay. To wielodniowa trasa biegnąca dzikimi plażami, klifami i przez ujścia rzek. Zazwyczaj zaleca się skorzystanie z usług lokalnych przewodników, którzy pomagają ogarnąć trudną w tym rejonie logistykę, w tym noclegi i aprowizację.
Artykuł został również opublikowany w serwisie Onet.pl
Są takie miejsca, jak Dzikie Wybrzeże RPA, przesycone atmosferą końca świata.
Można je znaleźć tysiące kilometrów od domu — na bezdrożach boliwijskiego Altiplano czy w magnetycznej pustce chilijskiej Atakamy. Ale znajdzie się też bliżej na wulkanicznej Islandii czy w spalonym słońcu Południowym Maroku. Lub zupełnie niedaleko — na niepozornej, szwedzkiej wysepce Fårö koło Gotlandii.








Bardzo ciekawy blog, rzeczowy i wyważony, zmusza do myślenia i refleksji. Od dzisiaj zaglądam regularnie. Pozdrowienia 🙂