Sumatra, druga co do wielkości wyspa Indonezji i szósta na świecie, wciąż pozostaje na uboczu masowej turystyki. Być może właśnie dlatego nigdzie indziej nie spotkałam tak serdecznych ludzi – uśmiechniętych, życzliwych i autentycznych. Moim zdaniem detronizuje pod tym względem współczesną Tajlandię, niegdyś synonim uśmiechu.

Przyroda na Sumatrze jest oszałamiająca, choć z każdym rokiem robi się jej coraz mniej. To drugi – po Amazonii – najbardziej wycinany las deszczowy na Ziemi. W jego miejscu powstają niekończące się plantacje oleju palmowego, zbyt kuszące dla miejscowej, słabej gospodarki. Nawet ustanowienie parku narodowego – jak Gunung Leuser, gdzie żyją ostatnie orangutany sumatrzańskie – nie daje stuprocentowej gwarancji ochrony ekosystemu. Olej palmowy to mocna waluta: obecny w tysiącach produktów spożywczych, kosmetycznych i przemysłowych, tani w produkcji. Światowe koncerny to lubią.
Trekkingi po lesie deszczowym
Póki co wspaniała przyroda nadal zachwyca, a trekkingi w Parku Narodowym Góry Leuser są unikalnym przeżyciem. To jeden z największych i najważniejszych parków narodowych w Azji Południowo-Wschodniej. Zajmuje obszar około 800 tysięcy hektarów, czyli trzy razy większy niż powierzchnia Luksemburga, ale turystyczne wejście do parku możliwe jest tylko w kilku miejscach: Bukit Lawang (najbardziej dostępne – 4 godziny od lotniska w Medan), Ketembe (8 godzin) i Tangkahan (6 godzin). Wejście możliwe jest tylko z przewodnikiem.
W parku żyje „Wielka Czwórka Sumatry”:
- orangutan sumatrzański
- słoń sumatrzański
- tygrys sumatrzański
- nosorożec sumatrzański
Wszystkie te gatunki są krytycznie zagrożone wyginięciem.
Trekkingi po dżungli organizowane są przez cały rok, ale trzeba pamiętać, że w listopadzie zaczyna się pora deszczowa. Błotniste, śliskie zbocza nawet w porze suchej zmieniają się wtedy w prawdziwe zjeżdżalnie, a komary i pijawki mogą naprawdę uprzykrzyć życie. Najlepszy czas to maj–wrzesień, z wyłączeniem lipca i sierpnia, kiedy frekwencja podróżnych, głównie z Europy, gwałtownie rośnie.
Mimo że Indonezja jest jednym z najtańszych krajów świata – posiłek można zjeść za symbolicznego dolara, a transport kosztuje 2 USD – trekkingi po dżungli są stosunkowo drogie (około 70 euro za osobę). Trzeba jednak mieć świadomość, że przynajmniej teoretycznie część tych środków trafia do Parku Narodowego i służy utrzymaniu przyrody, a reszta – do lokalnej społeczności (przewodników, tragarzy, właścicieli hosteli), więc wydają się to być pieniądze wydane w dobrej sprawie.
Skuterem po wyspie Samosir
Zaledwie 200 kilometrów na południe, ale 9 godzin dość męczącej drogi, leży druga perełka Sumatry – Jezioro Toba. To największe jezioro wulkaniczne na świecie, powstałe w kraterze po potężnej erupcji sprzed blisko 75 tysięcy lat – jednej z największych w historii Ziemi. W jego środku leży górzysta wyspa Samosir, niemal wielkości Singapuru, będąca centrum ludu Bataków. Wyspa położona na wysokości ponad 1000 m n.p.m. ma wyraźnie łagodniejszy i chłodniejszy klimat niż większość tropikalnych regionów Indonezji.
Sceneria i widoki są spektakularne, zarówno z lądu na wyspę, jak i odwrotnie. A biorąc pod uwagę, że wyspa ma 100 kilometrów długości, naprawdę czeka tu kawał pięknych widoków. Samo jezioro jest kąpielowe i czyste, chociaż pływanie w nim nie jest specjalnie popularne wśród miejscowych.
Jary, rozpadliny i doliny
Największe wrażenie zrobiło na mnie wnętrze wyspy – specyficzny płaskowyż o nieregularnej rzeźbie, pełen jarów, dolin i uskoków. Powierzchnia porośnięta jest bujną roślinnością, ale nie klasycznym lasem deszczowym. Spotkamy tu najróżniejsze formy tropikalnych sosen, pinii, paproci oraz niezwykłą murawę – gęstą, zieloną i jakby na stałe przyciętą tuż przy ziemi. Wyspa jest idealna do zwiedzania na skuterze, zwłaszcza że ruch drogowy jest spokojny lub praktycznie nie istnieje.
Toba - centrum kultury plemienia Bataków
Kolorytu dodają mieszkający tu ludzie – Batakowie. To wyraziste plemię, które przez wieki żyło w izolacji. Dzięki temu na Samosirze przetrwała ich unikalna architektura (domy w kształcie łodzi), zwyczaje, muzyka, a nawet język. W kulturze Bataków dużą rolę odgrywają rytuały rodzinne, zwłaszcza pogrzebowe, oraz rytuały związane z przodkami. Po całej wyspie rozsiane są wypielęgnowane, charakterystyczne groby – również w kształcie domu-łodzi ze spiczastym dachem.
Życie w cieniu wulkanów
Indonezja to kraj z największą liczbą aktywnych wulkanów na świecie – jest ich ponad 130. Dla porównania, Islandia, często nazywana „Krainą Ognia i Lodu”, ma ich zaledwie 30 (należy jednak pamiętać o proporcjach – Indonezja jest 18 razy większa). Wulkany są więc „żywiołem narodowym” Indonezji.

Na Sumatrze znajduje się jeden z groźniejszych i nieprzewidywalnych wulkanów – Sinabung. Po 400 latach uśpienia przebudził się w 2010 roku i od tego czasu systematycznie daje o sobie znać. Ostatnia większa erupcja miała miejsce w 2021 roku, a pył wulkaniczny uniósł się na wysokość blisko 5 km. W okolicy na stałe unosi się zapach siarki, a zbocza pozostają niegościnne dla życia. Trudno uwierzyć, że do 2010 roku Sinabung był popularnym miejscem trekkingu dla lokalnych wspinaczy i turystów.
Dzisiaj turystom pozostaje wulkan Gunung Sibayak (2 094 m n.p.m.) – wspinaczka na jego szczyt nie jest trudna, a fakt, że jest oddalony zaledwie 2 godziny od 3-milionowego Medanu, sprawia, że stał się popularnym celem weekendowych wypadów. Zdecydowanie większym wyzwaniem jest zdobycie wulkanu Kerinci (3 805 m n.p.m.), najwyższego wulkanu Indonezji. Wejście wymaga uzyskania pozwolenia Parku Narodowego oraz obowiązkowego wynajęcia przewodnika, a sam trekking trwa 2–3 dni z noclegiem po drodze.


