Trzydzieści kilometrów na południe od Bangkoku mieści się największe na świecie muzeum pod gołym niebem: Ancient City. Gigantyczny etnograficzno-kulturowy lunapark. Miejsce sakralne. A także: Tajlandia w pigułce. Ancient City to unikat, do którego zadziwiająco rzadko docierają turyści z Zachodu.
Ancient City - duma Tajlandii
Wyobraźcie sobie teren o wielkości ok. 100 hektarów, gdzieś w okolicach, powiedzmy, Grójca. Przy kasach, położonych na północy obiektu, wypożyczacie dwuosobowy elektryczny skuterek – i ruszacie. Przed wami – gdańska Fontanna Neptuna i Dwór Artusa. Na trasie miniecie również Wawel, Zamek Królewski z kolumną Zygmunta, przedwojenna uliczkę żydowską w Lublinie, Wawel, ruiny na Jurze, żubry w Białowieży, góralskie chaty i w dużo więcej turystycznych atrakcji. W większości będą one odtworzone w skali 1:1.
Taki park, który nad Wisłą trzeba sobie wyobrażać, w Tajlandii istnieje naprawdę – to jest właśnie Ancient City. Przez wiele godzin będzie mijać się bez końca zabytki i znaki rozpoznawcze Tajlandii zgromadzone w jednym, choć gigantycznym miejscu. W największym muzeum na świecie (słowo muzeum weźmy może w cudzysłów) w jeden dzień można zwiedzić całą Tajlandię,

Tajlandia - wizja ekscentrycznego milionera
Ancient City, zwane też Ancient Siam, a po tajsku Muang Boran, to dzieło nieżyjącego już ekscentrycznego tajskiego milionera nazwiskiem Lek Viriyaphant.
Inicjator i i inwestor początkowo planował to miejsce jako nietypowe pole golfowe. Potem uznał, że lepsza będzie ogólnodostępna przestrzeń do rekreacji dla zmęczonych gwarem wielkiego miasta mieszkańców Bangkoku. Ale finalnie wyrósł tutaj park edukacyjny, dokumentujący dziedzictwo Tajlandii i budujący poczucie dumy narodowej. Lek Viriyaphant zmarł w 2000 r. w wieku 86 lat, jego spuścizna pozostała.
Tajlandia w pigułce: pałacem, świątynie i posągi
Teren Aniceny City ma kształt zbliżony do granic Tajlandii. Zajmuje około 100 hektarów (z przyległościami więcej) i jest bardzo gęsto poprzecinany kanałami i licznymi akwenami. Do tego fontanny, mnóstwo zieleni, egzotycznych roślin i kwiatów. Budowli w Ancient City jest ponad 100 (ile dokładnie – trudno powiedzieć , bo „muzeum” nadal się rozbudowuje, a jednocześnie zawsze jakieś obiekty są w remoncie). I nie jest to żaden „park miniatur”. Większość obiektów zreplikowano w naturalnej wielkości, część pomniejszono w skali 1:2, rzadziej 1:3.
Twórcy parku podchodzili do swojej pracy poważnie – przy budowie uczestniczyli fachowcy z tajskiego Muzeum Narodowego, pilnując zgodności z oryginałami. Ich udział był też nieodzowny przy wznoszeniu budowli, które „w realu” już nie istnieją – jedną z nich, dumą Muang Boran, jest pałac Sanphet Prasat, w którym w 11 lutego 1972 roku była podejmowana królowa Elżbieta II. Dzień ten jest uważany za moment oficjalnego otwarcia Ancient City.
W przypadku niektórych obiektów trudno powiedzieć jaką skalę zastosowano – bo kto tak naprawdę wie jakiej wielkości jest np. Góra Sumeru (lub Meru), stanowiąca w tajskiej kosmologii filar i centrum wszechświata, otoczona oceanem i podtrzymywana przez ogromną rybę? A tę górę również w Siam City zobaczymy.
Tajlandia w pigułce: są też wsie i żywy inwentarz
Zadziwiające przemieszanie replik autentycznych obiektów, w tym ogromnej liczby świątyń i sanktuariów oraz twórczości własnej projektantów, przesycone wyobrażeniami motywów religijnych i mitologicznych to jedna z najbardziej niezwykłych cech Muang Boran. A także przyczyna tego, że po kilku spędzonych tu godzinach turyście z Zachodu, niezaznajomionemu głębiej z tutejszą kulturą i religią, wszystko zaczyna się mocno mieszać w głowie.
A są jeszcze skanseny, etnograficzne odwzorowanie życia w różnych częściach kraju. Zobaczymy m.in. północną tajską wieś z żywym inwentarzem, chaty stojące w wodzie na palach czy słynny floating market, czyli barwny bazar na wodzie (ściślej – na łódkach).

Przy jednym z kanałów zacumowała ceremonialna flota królewska – lekko licząc, kilkanaście jednostek. Jest też uliczka handlowa z dawnego tajskiego miasteczka – gdzie, niedaleko miejsca modlitwy, znajdziemy dom gry, palarnię opium i dom publiczny, ale także tradycyjny teatrzyk kukiełkowy, sklepy czy kawiarnię. W bonusie: tajskie grupy wycieczkowe, przebrane w tradycyjne okolicznościowe stroje, dodające dodatkowego kolorytu.
(Nie) tylko dla lokalsów
Zwiedzając Ancient City trudno nie dostrzec, że – w odróżnieniu od wielu „prawdziwych” atrakcji turystycznych Tajlandii – tutaj jest ogromna przewaga gości krajowych. Wprawdzie już ponad 15 lat temu odbyła się w Siam City amerykańska edycja reality show „America’s Next Top Model”, ale do dziś przybyszy z Zachodu spotyka się znacznie rzadziej niż w innych miejscach opisywanych przez przewodniki – co znajduje swój wyraz także w cenach giftów na tutejszych straganach. Tajski ladyboy w okienku przy kasie potwierdza to spostrzeżenie: – Teraz ludzi z Zachodu jest wyjątkowo mało, ruch dopiero odbudowuje się po pandemii – wyjaśnia.
W Google ocena 4,5 / 5, w popularnym serwisie turystycznym Tripadvisor – taka sama. Zasłużona, choć powiedzmy otwarcie: przybyszowi pozbawionemu lokalnej wrażliwości trudno będzie to miejsce traktować całkowicie serio. Niektórym Siam City wyda się zapewne – mówiąc jeszcze bardziej wprost – cokolwiek odpustowe. Ilość form i barw, w tym typowa dla buddyjskich świątyń powódź złota, może aż zanadto oszołomić. Ale spędzony tu dzień na pewno będzie dniem spędzonym bardzo interesująco – a do tego po prostu przyjemnie.
Tekst ukazał się w magazynie Forum w 2022 r.

